Źródło: "Enfants de Medjugorje" – „Dzieci Medziugorja”
dnolan@childrenofmedjugorje.com
LIST s. EMMANUEL
1 stycznia 2004
Świętej Bożej Rodzicielki
Drogie Dzieci Medziugorja!
Niech będzie pochwalony Jezus i Maryja!
1. Gdy Colleen poszła w Chicago do lekarza od spraw płucnych, skierowała się do rejestratorki i powiedziała: „Jestem Colleen Willard”. W biurze wszyscy znali ją z widzenia, więc odpowiedzieli: „Nie, pani nie jest Colleen Willard!” Oburzona odparła: „Ależ tak, to ja!” Wtedy pobiegli przez biuro wołając: „Doktorze Duggan, doktorze Duggan, niech pan przyjdzie!” Nic nie rozumiejąc z panującego w biurze poruszenia, doktor Duggan szybko wszedł do pomieszczenia. Zobaczył Colleen i stanął, jakby w niego uderzył piorun; jego wizja życia uległa całkowitej zmianie: „O mój Boże, o mój Boże!”
Historię Colleen odkryliśmy we wrześniu dzięki Patrickowi Latta, który od dawna mieszka w Medziugorju. Natychmiast zadzwoniliśmy do Gail i Jacka Boos i Gail opowiedziała nam następującą historię:
„Colleen cierpiała na nieusuwalnego guza mózgu, który oddziaływał na przysadkę oraz na wszystkie większe i mniejsze funkcje motoryczne; była rachityczna, jej tarczyca została zredukowana do wielkości winogrona, cierpiała na stwardnienie rozsiane, na wilka, bóle mięśni i dziewięć innych bolesnych chorób śmiertelnych. Klinika Mayo (pierwsza w Stanach Zjednoczonych klinika badawcza raka mózgu i urazów rdzenia kręgowego) często przypominała Colleen, że nawet jeśliby nie miała raka mózgu, to cudem był zwykły fakt trwania przy życiu. Mimo cierpień Colleen przyszła nas prosić, żebyśmy ją przyjęli na wolnego członka naszego Stowarzyszenia Pomocy Biednym im. św. Klary. Stała się jednym z naszych najlepszych członków, którzy pozyskiwali fundusze dla uciekinierów i pozbawionych środków do życia z Bośni, używając po prostu telefonu, gdy głos jej na to pozwalał.
W ostatnich stadiach raka cierpienia Colleen doszły do kresu, podczas gdy modlitwa stała się jej ostatnią ucieczką. Nie mogła już wchodzić po schodach prowadzących do jej pokoju lub domowej kaplicy, ani udać się do łazienki bez osoby towarzyszącej; zwykły fakt dotknięcia jej skóry powodował u niej niewyobrażalny ból. John, mąż Colleen, nadal pracował, natomiast ich 21-letni syn pozostawał w domu, żeby opiekować się Colleen. Pewnego dnia powiedziałam jej o naszych licznych pielgrzymkach do Medziugorja. Colleen miała ochotę tam pojechać, lecz dobrze wiedziała, że nie może się tam udać fizycznie. Ponadto z powodu licznych rachunków medycznych, które przyszły z Kliniki Mayo, jej rodzina nie miała na to środków. Mimo to Colleen powiedziała nam: „Nie chcę tam jechać, żeby odzyskać zdrowie, chcę tam jechać tylko po to, żeby być blisko Matki Bożej i tego świętego miejsca.” To się działo w kwietniu. W sierpniu Colleen zadzwoniła do nas: „John i ja modlimy się, żeby odbyć tę pielgrzymkę.” Odpowiedziałam jej: „W twoich warunkach do Europy będziesz mogła się udać tylko dzięki łasce Bożej.” „Nie Gail”, powiedziała, „modlimy się z całego serca i powiedziałam do Pana: ‘Panie, jeśli naprawdę chcesz, żebym tam pojechała, potrzebuję potwierdzenia. Poproś ojca Agniello, żeby jutro do mnie zadzwonił i będę wiedziała, że mam tam jechać.’ Nazajutrz zadzwonił do mnie ojciec Agniello i powiedział do mnie: ‘Colleen, nie wiem dlaczego, ale dziś rano musiałem do ciebie zadzwonić.’” Tym sposobem dowiedziała się, że ona i John powinni tam jechać. To było potwierdzenie.
Kilka tygodni przed podróżą do Medziugorja spędziliśmy na przygotowaniach. John opłacił bilety i mieliśmy się spotkać w Chicago. Powiedziałam Johnowi, że było bardzo ważne, żeby dla Colleen wziąć drugie ubezpieczenie na wypadek, gdyby w Medziugorju jej stan się pogorszył i gdyby przyszło jej umrzeć, ponieważ koszty przewozu do kraju mogłyby sięgnąć miliona dolarów.
Gdy weszli na pokład samolotu, Colleen i John cudem zostali umieszczeni w klasie dla biznesmenów. Żeby opanować ból, Colleen przyjmowała lekarstwo co 2 godziny. Na lotnisku w Splicie John i Jack unosili jej nogi, po jednej na raz, żeby krok po kroku doprowadzić ją do autobusu. Pomimo swego całego cierpienia była radosna, ciągle się uśmiechała i wychwalała Pana za to, że udało jej się dotrzeć tak daleko. Nazajutrz rano, w czasie gdy mówiła Vicka, Colleen na wózku inwalidzkim została doprowadzona tak blisko Vicki, jak to było możliwe, żeby mogła ją jak najlepiej widzieć. Lecz wszyscy ludzie, którzy wokół niej byli, popychali ją i naciskali na nią, matki przyprowadzały swoje dzieci i przenosiły je nad jej głową. Wtedy pomyślałam: „Popełniłam straszny błąd przyprowadzając ją tutaj. Panie, proszę, przebacz mi. Dla niej to zbyt trudne do zniesienia!” Dokładnie w tym momencie jej głowa opadła do tyłu i pomyślałam, że umarła. Mówiła mi, że jeśli przysadka przestanie działać lub otrzyma silne uderzenie w głowę, to w każdej chwili może umrzeć. Jej mąż, który był daleko w tyle, utorował sobie drogę w tłumie, uniósł jej głowę i dał jej na język mieszankę morfiny i innego lekarstwa. Oczekiwaliśmy: upłynęło wiele czasu, zanim doszła do siebie.
Kiedy Vicka skończyła mówić, utorowała sobie drogę w tłumie i zbliżyła się do Colleen. Pierwsze słowa, jakie skierowała do niej po angielsku, były: „Chwała Bogu! Chwała Bogu!” Vicka otworzyła ramiona, uściskała ją i przycisnęła do piersi, ściskając ją w ramionach, obejmując i jednocześnie podtrzymując. Później położyła swoją lewą rękę na głowie Colleen; i w chwili, gdy zamierzała położyć swą prawą rękę, pielgrzymi zdecydowanie odciągnęli jej rękę, żeby w nią wcisnąć prośby o modlitwy, różańce i zdjęcia. Vicka długo trzymała rękę na głowie Colleen, która nie przestawała mówić: „Moja głowa jest jak rozżarzony węgiel! Moja głowa płonie! Mam wrażenie, że moje ciało przenika jakaś spirala!” Pomodliwszy się nad Colleen przez około 10 minut, ponownie zbliżyła się do niej, uściskała w swych ramionach i na nowo objęła. Colleen płakała.
Potem wsadziliśmy Colleen do taksówki i John zawiózł ją na wózku do kościoła, na sam przód. Jack i ja zostaliśmy w głębi. Później Colleen zwierzyła się nam, że gdy ksiądz rozpoczął konsekrację hostii, usłyszała, jak mówiła do niej Matka Boża: „Moja córko, czy chcesz oddać się Bogu Ojcu? Czy chcesz oddać się mojemu Oblubieńcowi, Duchowi Świętemu? Czy chcesz oddać się mojemu Synowi Jezusowi?” I Colleen usłyszała, jak Matka Boża mówiła do niej: „Czy chcesz oddać się teraz?” I Colleen powiedziała: „Tak, oddaję się teraz, oddaję się całkowicie na chwałę Nieba, całkowicie na chwałę Bożą”. W tym momencie poczuła mrowienie w nogach i uświadomiła sobie, że coś się zmieniło. Pod koniec Mszy św. zrozumiała, że została uzdrowiona i wstała z wózka inwalidzkiego. Byłam zdumiona. John szedł za nią i pchał pusty wózek! Colleen wyszła z kościoła na własnych nogach! Poszliśmy do restauracji U Wiktora i przybiegali do niej ludzie. Słyszeli o uzdrowieniu lub je widzieli. Powróciła pieszo do swej kwatery i tam zabawiała się sadzając swego męża na wózek. Nazajutrz sama weszła na Wzgórze Objawień. Później udało jej się wejść aż na szóstą stację Kriżevaca. Miała nawet siłę, żeby wejść na samą górę, lecz na prośbę pewnego księdza pozostała w tym miejscu i modliła się tam aż do stacji wniebowstąpienia.
Kiedy Colleen ponownie zobaczyła się z lekarzami, którzy opiekowali się nią w Stanach Zjednoczonych, przeszła pomyślnie wszystkie badania i wszystkie wyniki okazały się w normie. Od tej chwili jej tarczyca funkcjonuje normalnie, rak mózgu zniknął, a w jej ciele nie ma śladu żadnej choroby. Lecz Colleen i John zadawali sobie pytanie, jak wytłumaczyć wyzdrowienie lekarzom z Kliniki Mayo. Gdy przyszła na umówioną wizytę, lekarz odsunął krzesło od biurka i powiedział: „A więc pani pojechała do Medziugorja! Jest pani dla nas trzecim ważnym przypadkiem uzdrowienia, które pochodzi stamtąd!” Problem był rozwiązany, nie trzeba było niczego tłumaczyć. Uzdrowienie Colleen dołączyło do setek innych uzdrowień w rejestrach parafii św. Jakuba, uzdrowień, które z bliska przypominają te z Lourdes. Lecz historia Colleen jest daleka od zakończenia. Jak przed uzdrowieniem dzielnie służyła Jezusowi i biednym, ofiarowując straszne i ciągłe bóle, tak teraz, żeby odpowiedzieć na wezwanie Jezusa, ofiarowuje swoje zdrowie. Słowami kluczowymi życia Colleen i wszystkich niewiarygodnych łask, które z niego wypływają, są rzeczywiście: „Tak, oddaję się!”
2. Zgodnie z naszą drogą tradycją wyciągnęliśmy świętego, który w r. 2004 będzie towarzyszył Dzieciom Medziugorja. I tym świętym okazuje się Błogosławiona Matka Teresa!! Wydaje się, że żeby nas wybrać, czekała, aż zostanie błogosławioną. W naszych najbliższych nowinach, damy trochę więcej wyjaśnień na temat naszej nowej świętej, w nadziei, że każdy z was będzie mógł wyciągnąć świętego dla siebie i dla swojej rodziny!! (patrz PS)
3. Pewnej grupie pielgrzymów ojciec Jozo powiedział: „Wasza rodzina jest pustynią. Brak jej wody. Macie prawa człowieka, prawo pracy, wielu z was ma pieniądze, lecz nie macie błogosławieństwa Bożego. Dlaczego w waszych rodzinach jest tyle cierpienia? Dlaczego nie ma radości? Kiedy nastała ta pustynia? W chwili, gdy mówiliście, że nie macie czasu na modlitwę, lampa, która paliła się na łonie rodziny, zgasła!”
Oddanie się Bogu karmi naszą duszę pokojem i radością. Gdy myślimy, że nie mamy czasu na modlitwę, jest to znak, że zaczęliśmy stosować logikę ludzką. Wtedy nasze ciężary stają się zbyt ciężkie do uniesienia, czujemy się zniechęceni i samotni i gubimy to wewnętrzne światło. Przypominam sobie chwilę, gdy Jezus poprosił mnie, żebym został jego oblubieńcem; wiedziałem, że pójdę za Nim, lecz podczas dwóch miesięcy On nie powiedział mi, dokąd mam iść. Nie miałem pojęcia, jaką obrać drogę, wiedziałem tylko, z Kim mam ją podjąć. Ten czas to było jedno z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu. Miałem tylko chwycić się Jezusa; On znał drogę. Teraz gdy rozpoczynamy rok 2004, odczuwam to samo ponaglenie: Zrobię dobrze chwytając się Jezusa! Nie mam pojęcia, co nam ten rok przyniesie. Wiem tylko, że jesteśmy na statku Jezusa, z Maryją. A więc, jak Colleen, chwyćmy Jezusa i na rok 2004 nie szukajmy zabezpieczeń na sposób ludzki. A skoro naszym jedynym łącznikiem z Bogiem jest modlitwa, bądźmy otwarci i zmieńmy nasze plany tak, żeby w nasze codzienne życie włączyć modlitwę. Kładźmy się do łóżka wcześniej, żebyśmy mogli się modlić wcześniej rano. Spędzajmy mniej czasu przed telewizją i na rozmowach, przynośmy mniej pracy do domu. Bez modlitwy nasz komputer jest „odłączony” od Bożej sieci telefonicznej. Istota naszego życia polega na tym, żebyśmy się rozluźnili i nakazali swej duszy żyć na zwolnionych obrotach. Pozwalamy umierać jej z głodu. Nie dajemy Bogu wystarczającej ilości czasu. A więc, zmieńmy kierunek naszego życia TERAZ. Matka Boża powiedziała do nas: „Zacznijcie się modlić!”, po 22 latach objawień! Ten, kto posiada tożsamość i cel, wie, dlaczego się modli i uświadamia sobie, na czym polega jego powołanie. Pozwala Bogu, żeby On Sam był w jego życiu i posiada klucz do Jego Serca. Jakość naszego roku 2004 będzie proporcjonalna do jakości naszej modlitwy...
Droga Gospo, dziękujemy za dar modlitwy! Chcemy Ci podarować bardzo szczęśliwy rok 2004
S. Emmanuel
© 2004 Enfants de Medjugorje
PS. Na naszej stronie internetowej znajdziecie wyjaśnienie tej tradycji i listę świętych.